Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

Artur Barciś po raz drugi odwiedzi Radzyń, zobaczcie co aktor serialu „Ranczo” powiedział o naszym mieście

23 stycznia Radzyń Podlaski po raz drugi odwiedzi Artur Barciś. W oczekiwaniu na spotkanie zachęcamy do lektury wywiadu z aktorem serialu „Ranczo”, jakiego w 2021 roku udzielił Robertowi Mazurkowi.

„Ranczo” przypieczętowało mój wizerunek aktora komediowego

Wywiad Roberta Mazurka z Arturem Barcisiem

Rozmawiamy niemal w 15. rocznicę emisji w TVP pierwszego odcinka „Rancza” (5 marca 2006 r.). W serialowej rzeczywistości bywał Pan w Radzyniu wielokrotnie, a czy w realu poznał już Pan nasze miasto?

Prawdę mówiąc, nie pamiętam. Na pewno nie kręciliśmy serialu w Radzyniu, nad czym bardzo ubolewam. W zawodzie aktora pracuję już 40 lat i z różnymi projektami jeżdżę po całej Polsce. Czasami przyjeżdżam do jakiegoś miasta i wydaje mi się, że jeszcze tutaj nie byłem. Widownia jednak szybko wyprowadza mnie z błędu. Dlatego boję się od razu przyznać, że nie byłem. Jednak nie przypominam sobie, bym widział ten piękny pałac.

Jaka była Pana pierwsza myśl, pierwsze skojarzenie, gdy dowiedział się Pan, że przyjedzie w końcu do Radzynia?

Bardzo się ucieszyłem, że w końcu zobaczę, jakie to piękne miasto.

W serialu „Ranczo” u boku wójta Kozioła z Wilkowyj zagrał Pan Sekretarza Gminy – Arkadiusza Czerepacha. Postać inteligenta i podła, trudna do polubienia. Na ile postać Czerepacha została wykreowana przez scenarzystów – Jerzego Niemczuka i Andrzeja Grembowicza, a na ile - przez Artura Barcisia?

Tak naprawdę to wszyscy razem wykreowaliśmy tę postać. Od siebie dodałem tupecik na głowie, a także sposób mówienia – Czerepach trochę sepleni. Chodziło mi o to, by miał on jakąś skazę – coś, co by powodowało jego kompleksy. Po przeczytaniu scenariusza pierwszego sezonu zobaczyłem też, że Czerepach pali papierosy. Od razu zaprotestowałem przeciwko temu, gdyż sam nie palę i jestem wrogiem tego nałogu. Moje propozycje zostały bardzo chętnie przyjęte przez twórców serialu, którzy w późniejszym okresie pisali pod nie scenariusze kolejnych sezonów.

Pochodzi Pan z małej wsi Krokawa k. Częstochowy. Czy grając rolę Czerepacha jako mieszkańca wschodniej części naszego kraju zastanawiał się Pan nad tym, jakie są różnice mentalności?

Tak naprawdę to nie wiemy, skąd pochodzi Czerepach. Pewne jest, że nie był wilkowyjaninem. W serialu grałem przede wszystkim charakter. To, skąd moja postać pochodzi, nie miało tutaj większego znaczenia. Jeżeli już, to Czerepach miał kompleksy prowincjusza z dużymi ambicjami. Gardził Wilkowyjami przez cały czas powtarzając „nie ta skala, nie ta skala”. Za wszelką cenę chciał się wybić i to było głównym motorem jego działania.

Występuje Pan bardzo często z Cezarym Żakiem – nie tylko w serialu „Ranczo”. Czy na prywatnym gruncie też się przyjaźnicie?

Przyjaźnimy się, ale na gruncie prywatnym raczej się nie spotykamy. Przez 5 lat kręciliśmy wspólnie serial „Miodowe lata”, a później „Ranczo”, gdzie na planie spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Dla higieny postanowiliśmy, że kontakty ograniczymy do pracy zawodowej. Dzięki temu nasza przyjaźń jest bardzo fajna.

Proszę powiedzieć, czego nie ma Cezary Żak, a ma Artur Barciś i odwrotnie? W czym się uzupełniacie?

Przede wszystkim mamy wiele cech wspólnych. Jesteśmy profesjonalistami i lubimy ze sobą pracować. Czarek zawsze jest bardzo dobrze przygotowany. Często porozumiewamy się bez słów, dzięki temu już na planie wielu rzeczy nie musimy sobie tłumaczyć. To nam bardzo ułatwia pracę, bo nie tracimy czasu na zbędne gadanie. Natomiast mamy bardzo różne charaktery. Ja jestem cholerykiem, wszystko robię szybko i od razu podejmuję decyzje. Jestem przy tym precyzyjny, a Czarek nie przywiązuje uwagi do szczegółów. Lubi też szybko jeść, dlatego nie cierpię chodzić z nim do restauracji. On po prostu wszystko pochłania, a ja się delektuję tym, co jem. Lubię spędzić czas przy jedzeniu, a Czarek raz-dwa-trzy i złości się, czekając na mnie aż skończę.

Wróćmy jeszcze na chwilę do serialu „Ranczo”. Rola Czerepacha uważana jest za rolę komediową. Czy to Pana wybór zgodny z filozofią życiową, temperamentem, czy po prostu „tak chciał los”?

Wszystko zaczęło się od „Miodowych lat”, w których na początku nie chciałem przyjąć roli Norka. Serial był sitkomem, a ja – mając już za sobą role w filmach Krzysztofa Kieślowskiego – uważałem się za aktora dramatycznego. „Miodowe lata” w sensie jakości były serialem tanim. Jednak reżyserował go Maciej Wojtyszko, którego znałem już wiele lat, a który namówił mnie do przyjęcia tej roli. Powiedział mi, że to będzie sitkom, ale taki, w którym będziemy grali bardzo serio. I to będzie śmieszne. Ostatecznie miał rację, serial osiągnął wielki sukces, a ja stałem się aktorem komediowym. „Ranczo” tylko przypieczętowało ten wizerunek. Nie jestem jakoś bardzo nieszczęśliwy z tego powodu, bo lubię grać w komediach i bawić ludzi. Ostatnio nawet bardziej niż wzruszać, gdyż potrzebujemy teraz tego bardziej niż kiedykolwiek. Traktuję to jako rodzaj terapii, którą lubię – szczególnie w teatrze na żywo. Muszę jednak zaznaczyć, że lubię grać też role dramatyczne, które wbrew stereotypom wcale nie są trudniejsze niż komediowe. Tak naprawdę, chciałbym być aktorem uniwersalnym i dostawać bardzo rożne propozycje.

Nie denerwuje Pana, że po zagraniu tylu wspaniałych ról, większość kojarzy Pana głównie z serialami „Miodowe lata” i „Ranczo”? A może nie dotyka Pana problem zaszufladkowania?

Trochę dotyka, głównie z tego powodu, że ostatnio nie dostaję żadnych propozycji. Nikt mnie do niczego nie angażuje, jeżeli sam tego nie zrobię – np. do spektaklu, który reżyseruję. W czasach pandemii „Miodowe lata” i Ranczo” są permanentnie powtarzane. Teraz do tego doszedł Netflix, dzięki któremu losy mieszkańców Wilkowyj śledzą osoby, które wcześniej tego nie robiły. Na przykład młodzież, co mnie bardzo zaskoczyło. Ciągle spotykam młodych ludzi, którzy mówią mi, że dopiero teraz odkryli „Ranczo” – że mama z tatą ciągle to oglądali, a oni myśleli, że to coś ze wsi. I to jest bardzo miłe. Razem z Czarkiem jesteśmy aktorami, którzy są bardzo opatrzeni i być może dlatego to jest tak z tymi naszymi rolami.

Domyślam się, że często padają pytania odnośnie kontynuacji wspomnianych przeze mnie seriali. Abstrahując od tych pytań, do której z najbardziej znanych ról z przyjemnością by Pan wrócił?

Mimo wszystko na pewno powróciłbym do Czerepacha. Polubiłem tę postać, która jest wielowymiarowa. To nie jest tylko kawał sukinsyna. Jest to człowiek bardzo inteligentny, szarpiący się ze swoimi kompleksami i ambicjami. Przy tym jest zabawny, ale jednocześnie i tragiczny. Mało jest takich ról i uwielbiam ją grać, szczególnie teraz jak scenarzyści pozwolili mu się zakochać i ocieplili jego wizerunek. Chętnie wcieliłbym się też w Janka Koniecznego z serialu „Doręczyciel”, który miał tylko jeden sezon. Szkoda, że nie jest kontynuowany, bo to była naprawdę świetna rola.

A skąd pomysł na „Artur Barciś Show”?

Wzięło się to z tego, że zawsze bardzo lubiłem śpiewać. Na początku swojej kariery wygrałem Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie w jury siedział m.in. Jonasz Kofta. Poczułem się wtedy bardzo dowartościowany. Od tamtego czasu zawsze gdzieś śpiewałem – w spektaklach, musicalach. W 1991 r. przygotowałem monodram muzyczny pt. „Gra, czyli musical na jednego aktora”, w którym piosenkami opowiadałem o życiu aktora. Jeździłem z nim po całej Polsce. Okazało się, że jest zapotrzebowanie na takie projekty. Wtedy zrobiłem wersję bardziej estradową, takie „Artur Barciś Show”. Część piosenek zostawiłem i dołożyłem do tego własny komentarz. Wyszedł z tego stand’up, w którym opowiadam wyłącznie o tym, na czym się znam: o aktorstwie – mojej drodze do tego zawodu i jego kulisach, jak być znanym aktorem, co nie zawsze jest wesołe, ale zazwyczaj bardzo miłe – jak teraz u was w Radzyniu.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: kończy się pandemia, wychodzimy do świata. Do jak bardzo zmienionej rzeczywistości powrócimy?

Obawiam się, że do bardzo zmienionej. Jednak uważam, że jako naród pozbieramy się szybko. Nigdy coś podobnego nas nie spotkało i nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji pandemii w wymiarze ogólnoświatowym – negatywnych i pozytywnych. Bo takie też będą, chociażby w kwestii zmiany naszego myślenia o komunikacji. Okazuje się, że wiele rzeczy możemy załatwić on-line i z tego tytułu nie musimy ponosić zbędnych kosztów finansowych.

Co jest Pana największym marzeniem? Czego Panu życzyć?

Niestety, będę bardzo banalny – ZDROWIA! Przeszedłem COVID-19 bardzo ciężko. Miałem chwile, w których myślałem, że już z tego nie wyjdę i są to dla mnie traumatyczne przeżycia. Najgorsza była świadomość, że tyle mam jeszcze do zrobienia, tyle ról do zagrania, chciałbym nacieszyć się wnukami, pobyć z najbliższymi, a to już koniec. Na szczęście jakoś się pozbierałem, choć ciągle jeszcze z tego wychodzę i ponoszę konsekwencje.

I tego Panu życzę, jak również nam wszystkim...

Lubimy sobie życzyć wielu rzeczy, ale to nie wystarczy. To są tylko słowa, a o zdrowie trzeba dbać, nosić maseczki, zachowywać dystans – tak jak my teraz – oraz regularnie wykonywać badania. Bardzo namawiam do tego wszystkich.

Dziękuję za rozmowę

Ja również bardzo dziękuję za wszystko, szczególnie za zaproszenie, gdyż będzie to mój pierwszy występ od prawie roku.

image012
image013
image015
image016
image019
image027
image028
image031
image032
image034
image036
image038
image039
image040
image041
image045
image046
image047
image048
image053
image054
image058
image059
image061
image064
image065
image068
image069
image070
image071
 
 

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: