Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

Jak przekuć porażkę w sukces czyli Sokrates, 304 złote i moralny deficyt władzy

KUBEK Prawdy

7 maja br. przed Sądem Rejonowym IV Wydziałem Pracy w Białej Podlaskiej zapadł wyrok w głośnej sprawie pomiędzy pracownikiem z 37-letnim stażem a Urzędem Miasta w Radzyniu Podlaskim.

Najbardziej zaskakujące było jednak nie samo orzeczenie sądu, ale reakcja Burmistrza. Jeszcze zanim opinia publiczna poznała szczegóły wyroku, włodarz miasta postanowił ogłosić… sukces? Na pomoc wezwał nawet Sokratesa, próbując przykryć sądową porażkę filozoficznymi cytatami i moralizatorskim tonem.

Skoro jednak padło słowo „prawda”, warto powiedzieć ją do końca. Nie tę wyselekcjonowaną pod potrzeby politycznego PR-u, lecz tę, która wybrzmiała na sali sądowej.

Przypomnijmy, dziesiątki lat doświadczenia, odpowiedzialności i wiedzy. I wystarczył jeden podpis, by wieloletniego pracownika sprowadzić do roli człowieka, którego należało publicznie skompromitować.

Najpierw miało być „elegancko”. Rozstanie za porozumieniem stron. Bez hałasu, bez pytań, bez skandalu. Urząd miał zachować twarz, narracja była gotowa.

Nagle jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Burmistrz ogłosił, że zdobył „nową wiedzę”. I oto człowiek, który chwilę wcześniej miał spokojnie odejść z pracy, nagle stał się zagrożeniem dla miasta. Pojawiła się dyscyplinarka. Ciężkie oskarżenia. „Utrata zaufania”. „Rażące zaniedbania”.

Brzmi groźnie. Problem w tym, że ta „nowa wiedza” pojawiła się dopiero wtedy, gdy pracownik przebywał już na zwolnieniu psychiatrycznym po miesiącach presji i traktowania go przez Burmistrza jak niewygodnego balastu.

I trzeba powiedzieć to jasno - Sąd Pracy nie jest miejscem do zarabiania fortuny. Tam ludzie nie idą po miliony. Tam idzie się po sprawiedliwość, dobre imię i prawdę.

Bo dyscyplinarne zwolnienie po 37 latach pracy nie jest zwykłą decyzją administracyjną. To wyrok na reputację człowieka. Piętno, które zostaje na lata. Zamknięte drzwi do kolejnego zatrudnienia. Publiczne upokorzenie.

Dlatego ta walka nigdy nie była walką o pieniądze. Była walką o godność.

A co stwierdził sąd?
1️⃣ że rozwiązanie umowy nastąpiło z naruszeniem prawa pracy,
2️⃣ że pracodawca złamał obowiązujące procedury,
3️⃣ że świadectwo pracy musi zostać sprostowane.

To nie są opinie z internetu. To jest wyrok sądu!

Co więcej, Burmistrz skierował w tzw. międzyczasie również zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracownika. Efekt? Sprawa została umorzona przez Prokuraturę Rejonową w Radzyniu Podlaskim.

I tutaj pojawia się pytanie, którego nie przykryje ani Sokrates, ani Facebookowe moralizowanie:

Gdzie w tym wszystkim był szacunek do człowieka?

Bo trudno mówić o szacunku, gdy po 37 latach pracy publicznie niszczy się człowiekowi reputację, przypina mu etykietę „zwolnionego dyscyplinarnie”, a później próbuje sprzedać całą historię jako sukces urzędu.

Szczególnie groteskowo brzmi tłumaczenie o „braku czasu” na konsultacje ze związkami zawodowymi. To naprawdę nowatorska filozofia prawa - według niej przepisy obowiązują tylko wtedy, gdy akurat jest wygodnie ich przestrzegać.

Bo jeśli łamanie Prawa Pracy można dziś nazwać „formalnym uchybieniem”, to równie dobrze jutro można nazwać przekroczenie prędkości „dynamiczną jazdą”, a manipulację - „zarządzaniem narracją”.

Idąc więc śladem Burmistrza, również sięgnijmy po Sokratesa:

„W całym życiu szanuj prawdę tak, aby twoje słowa były bardziej wiarygodne od przyrzeczeń innych.”

Na koniec warto zadać kilka prostych pytań:

Czy prawdą jest, że zwolnił Pan pracownika po 37 latach pracy?

Czy prawdą jest, że zrobił Pan to bez wymaganych konsultacji ze związkami zawodowymi?

Czy prawdą jest, że Sąd Pracy stwierdził naruszenie Prawa Pracy?

I czy prawdą jest, że dziś próbuje Pan sprowadzić złamanie prawa do „formalnego uchybienia”, licząc, że mieszkańcy nie zauważą różnicy?

Prawda nie polega na wybieraniu wygodnych fragmentów rzeczywistości. Prawda jest całością naszych decyzji i konsekwencji, które za nimi stoją.

Sprawa Jacka Pieńko dawno przestała być wyłącznie konfliktem między pracownikiem a urzędem. Stała się symbolem tego, jak łatwo władza potrafi złamać człowieka, a potem próbować przykryć wszystko cytatem o moralności i kilkoma PR-owymi sztuczkami.

I choć można próbować wygrać narrację na Facebooku, można pisać patetyczne posty i zaklinać rzeczywistość filozoficznymi cytatami, to jednego zmienić się już nie da:

Pracownik przed sądem wygrał walkę o swoje dobre imię!

A każda władza, która przegrywa z własnym sumieniem, prędzej czy później przegrywa również z ludźmi.

Tekst ukazał się na profilu Facebook KUBek Prawdy i został przedrukowany za zgodą autorów

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: