Dzień Dziecka. Święto, które w wielu miastach jest okazją do pokazania energii, ambicji i troski o mieszkańców. Place wypełniają się rodzinami, parki tętnią życiem, na scenach występują artyści, a dzieci mają poczucie, że to naprawdę ich dzień.
Wystarczy spojrzeć na wydarzenia organizowane w innych miastach i gminach regionu – od dużych pikników rodzinnych po całodniowe festyny z dziesiątkami atrakcji.
A Miasto Radzyń Podlaski?
Spacer po mieście w niedzielne popołudnie, w przeddzień 1 czerwca, gdzie powinno się dziać bo przecież „dzieci, to nasza przyszłość” przypominał scenę z filmu grozy, gdzie wszyscy mieszkańcy zamykają się w domach, barykadują wejścia i zabijają deskami okna oczekując przyjścia czegoś niewyobrażalnie okropnego i strasznego.
Ulice puste. Rynek pusty. Centrum pozbawione życia. Brak dzieci, brak młodzieży, brak dorosłych, brak seniorów, brak rodzin, nawet brak samochodów. Co to znaczy? Że nikt nie chce wychodzić? Przeciwnie! Ci wszyscy, których nie było w Radzyniu, byli w innych miastach i gminach szukając atrakcji, energii, pasji, zaangażowania, w końcu - szacunku. Szukali miejsca, gdzie czegoś doznają, zobaczą coś ciekawego, poznają kogoś interesującego, gdzie odpoczną po całym tygodniu.
A dzieci? Po dniu pełnym wrażeń usnęły na tylnym siedzeniu, oparte głową o szybę, z balonem w ręku, którego nie puszczą za żadne skarby, z tatuażem na twarzy, z której nie schodzi uśmiech mimo głębokiego snu.
Zamiast wydarzenia, które przyciągnęłoby tłumy mieszkańców z Radzynia i całego powiatu, otrzymujemy kolejną budżetową mini imprezę, o której wiedzą głównie organizatorzy, radni Jakubowskiego i ich rodziny. „Imprezę”, na której nikt nie chce być, ale zmuszeni przynależnością muszą, żeby nie podpaść Burmistrzowi. Smutny to obrazek.
Miasto nie żyje samo z siebie. Miasto żyje dzięki ludziom. A ludzie pojawiają się tam, gdzie coś się dzieje. Gdzie samorząd potrafi stworzyć atmosferę święta, wspólnoty i dumy z miejsca, w którym się mieszka. Chyba, że się nie mieszka?! Dzień Dziecka powinien być wizytówką miasta. W Radzyniu stał się niestety symbolem obecnej kondycji i kadencji – marazmu i przeciętności. To nie puste ulice niepokoją najbardziej. Najbardziej niepokoi fakt, że coraz mniej mieszkańców jest tym zaskoczonych.
Obcą ostatnio w Radzyniu energię do działania, można dostrzec w Pawle Marcinkowskim. Człowieku pełnym ambicji, pasji, zaangażowania, chęci i życzliwości do innych. Ale jeśli nie ma solidnego wsparcia, w tym finansowego od Jakubowskiego to sam nic nie zdziała. Bo z pustego i Salomon nie naleje, a jak wiemy ten naród skąpi grosza...
Ps. Paweł Marcinkowski i Marta Sidorowicz - trzymajcie się, niedługo koniec kadencji. Wierzymy, że nowy Burmistrz pozwoli Wam spełniać się w swojej roli wspierając i mocno dmuchając w Wasze skrzydła pasji, energii i miłości do mieszkańców.
Tekst ukazał się na profilu Facebook KUBek Prawdy i został przedrukowany za zgodą autorów
Komentarze obsługiwane przez CComment