Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

Trzy głosy Radzynia. Dzwonnica, która opowiada historię

Robert Mazurek

Cudze chwalicie, swoje poznajcie... (cz. 364)

Do kościoła Świętej Trójcy w Radzyniu Podlaskim prowadzi nie tylko droga – prowadzi opowieść. Od strony zachodniej, przy ulicy Warszawskiej, na osi świątyni wyrasta brama-dzwonnica. Nie jest jedynie wejściem. To świadek czasu, który od ponad dwóch i pół wieku wita i żegna kolejne pokolenia mieszkańców.

Wzniesiona w latach 1765-1766 z fundacji Marianny z Kątskich i Eustachego Potockich, najpewniej według projektu Jakuba Fontany, nosi wyraźne piętno baroku. Jej forma – murowana z cegły, otynkowana, oparta na planie wydłużonego prostokąta – przyciąga uwagę harmonią i spokojem proporcji. Dwukondygnacyjna bryła, rozczłonkowana pilastrami toskańskimi w wielkim porządku, zwieńczona pseudobelkowaniem i przecięta gzymsem kordonowym, wydaje się jednocześnie monumentalna i zapraszająca. Trójosiowa kompozycja prowadzi wzrok ku górze – od dolnej kondygnacji z bramą główną i furtkami po otwarte arkady, w których zawisły dzwony.

Te dzwony – „Ignacy”, „Henryk” i „Tadeusz” – nie są jedynie elementem wyposażenia dzwonnicy. To trzy osobne głosy, trzy historie odlane w mosiądzu, które od 1947 roku splatają się w jeden dźwięk unoszący się nad Radzyniem. Powstały dzięki dobrowolnym ofiarom parafian w czasie, gdy Polska wciąż podnosiła się z wojennych zniszczeń. W węgrowskiej odlewni Antoniego Kruszewskiego nadano im nie tylko kształt, ale i sens – zapisany w ornamentach i słowach.

Każdy z dzwonów ozdobiony jest fryzem z ornamentu roślinnego biegnącym wokół otoku, jakby natura sama chciała objąć je swoją ciągłością. Na ich płaszczach wyryto inskrypcje – nieprzypadkowe, pełne znaczeń, będące świadectwem czasu, w którym powstały.

Największy z nich, „Ignacy”, zawieszony centralnie, zdaje się być sercem całego zespołu. Jego napis jest rozbudowany, niemal kaznodziejski: przypomina o roku 1947, o ofiarności radzyńskich parafian, o biskupie Ignacym Świrskim i proboszczu ks. kanoniku Tadeuszu Wądołowskim. Ale przede wszystkim niesie przesłanie: „Głos mój będzie wypraszał / u Boga błogosławieństwo / żyjącym, łaskawy sąd / umierającym, i wieczny / odpoczynek zmarłym”. Trudno o bardziej przejmującą deklarację roli, jaką ma pełnić. To nie tylko dźwięk – to modlitwa zaklęta w mosiądzu.

Średni dzwon, „Henryk”, jest skromniejszy w słowie, ale nie mniej znaczący. Jego inskrypcja ogranicza się do informacji o fundacji i roku powstania. W tej prostocie kryje się jednak coś szczególnego – jakby był świadom, że jego siła nie leży w słowach, lecz w tym, jak współbrzmi z pozostałymi.

Najbardziej osobisty wydaje się najmniejszy z nich – „Tadeusz”. To właśnie na nim odnajdujemy najbardziej poetycką refleksję: „piękna jest harmonia niebios / anielskie pienia ja na dwóch / gram strunach tylko z trudu i cierpienia”. Ten zapis brzmi niemal jak wyznanie. W jego tonie pobrzmiewa echo powojennej rzeczywistości – zmęczenia, bólu, ale i nadziei, że nawet z trudu i cierpienia może powstać coś, co brzmi jak muzyka.

Dzwony razem tworzą swoisty tryptyk – duchowy, historyczny i emocjonalny. Gdy rozbrzmiewają, trudno rozdzielić ich głosy. Zlewają się w jedną falę dźwięku, która niesie się ponad dachami miasta, przypominając o tym, co było i co trwa. A kiedy milkną, ich obecność nadal jest wyczuwalna – w ciszy, która nie jest pustką, lecz oczekiwaniem.

Ale dzwonnica to nie tylko architektura i dźwięk. To także zapis dramatycznych chwil historii. Na jej murach, od strony miasta, znajdują się dwie pamiątkowe tablice. Jedna z nich oddaje hołd bohaterom Polskiej Organizacji Wojskowej i innych formacji niepodległościowych, którzy walczyli o wyzwolenie ziemi radzyńskiej spod okupacji niemieckiej i austriackiej. Druga przywołuje wydarzenia nocy sylwestrowej 1946 roku, gdy oddziały Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” pod dowództwem kapitana Leona Sołtysiaka „Jamesa” i porucznika Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” ruszyły z pomocą uwięzionym towarzyszom, atakując komendy UB i MO. To nie jest odległa historia – jej ślady wciąż widoczne są na kutych elementach bramy i furtek, jak blizny, których czas nie zdołał zatrzeć.

Warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć wyżej. Szczyt dzwonnicy, zamknięty łukiem nadwieszonym i ozdobiony dekoracją sztukatorską wykonaną przez artystów pracujących przy budowie radzyńskiego pałacu, skrywa symbole, które dodają temu miejscu niemal mistycznego wymiaru. Od strony zachodniej spogląda Oko Opatrzności w glorii promieni i anielskich główek, najpewniej inspirowane ryciną Jeana Françoisa Neufforge’a. Od strony placu kościelnego odpowiada mu krzyż promienisty – prosty, a zarazem wymowny znak wiary.

Dzwonnica przeszła swoją drogę – od pierwszego remontu w 1895 roku, kiedy wzbogacono ją o żelazną bramę i furtki wykonane w warszawskim zakładzie Romana Szewczykowskiego, po kapitalną renowację w 2002 roku. Każda z tych ingerencji była próbą zachowania jej dla przyszłych pokoleń.

Dziś stoi niewzruszona, choć przecież naznaczona czasem. I choć jej dzwony rozbrzmiewają tylko w określonych chwilach, sama dzwonnica przemawia nieustannie – do tych, którzy potrafią słuchać.

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: