Radzyń Podlaski miał mieć weekend pełen kolorów, baniek mydlanych i ryczących dinozaurów, a zwieńczeniem miał być huczny koncert gwiazd hip hopu pod nazwą „Wjazd na Pałac”. Zamiast tego mieszkańcy dostali zimny prysznic, głuche telefony i klasyczną lekcję spychologii w wykonaniu burmistrza Jakuba Jakubowskiego.
Rozczarowanie to mało powiedziane. Ludzie nastawili się na wielkie święto, dzieciaki odliczały dni do spotkania z dinozaurami, a dorośli szukali w portfelach biletów na wyczekiwane koncerty. I nagle - klapa. Wszystko odwołane w ostatniej chwili. Festiwale zniknęły, a „Wjazd na Pałac” z przyczyn „niezależnych” przeszedł do historii tegorocznego kalendarza. Reakcja ratusza? Szybkie, urzędowe oświadczenie: „To nie my! My tylko daliśmy plac! O niczym nie wiedzieliśmy!”.
I tu dochodzimy do sedna nowoczesnego marketingu politycznego w wydaniu naszego burmistrza-celebryty.
Scenariusz jest przecież doskonale znany. Najłatwiej jest rzucić komuś kawałek miejskiej ziemi, podpisać zgodę na wykorzystanie parku, a potem - gdy impreza ruszy z kopyta - pojawić się w blasku fleszy. Jakże pięknie wyglądałaby nowa rolka na Instagramie czy TikToku! Burmistrz uśmiechnięty, w tle chmura kolorowego proszku, w ręku bańka mydlana, a pod postem hasztagi o dynamicznym rozwoju miasta.
Podłączanie się pod cudze sukcesy i robienie z siebie „głównego patrona radości” to przecież specjalność naszego celebryty. Gorzej, gdy zamiast kolorowego proszku zostaje szary pył porażki. Wtedy nagle Pan Burmistrz chowa się za plecami anonimowych „organizatorów”.
A może w tle tej masowej rozrywki tli się jednak jeszcze jeden, znacznie poważniejszy problem - los naszego bezcennego zabytku. W kuluarach coraz głośniej mówiło się o samowolce Włodarza i głębokich obawach konserwatora zabytków. I trudno mu się dziwić. Otwieranie bram historycznego kompleksu na tak masowe, niesprawdzone eventy rodziło uzasadniony strach, że nasz radzyński pałac spotka to samo, co stało się z Wilanowem. Tamtejsze ogrody i historyczna przestrzeń zostały przecież po ostatnich wielkich imprezach doszczętnie zniszczone i zdewastowane. Stratowany przez tysiące stóp, zalany chemicznymi barwnikami, ze zniszczoną zielenią, nad którą latami pracowali specjaliści?
Dla naszego Burmistrza liczy się przede wszystkim szybki "szum" w social mediach, ale dla substancji zabytkowej taki brak nadzoru nad organizatorami to po prostu wyrok śmierci.
Ta nagła weekendowa klapa idealnie rymuje się wielkimi obietnicami wyborczymi. Jednak jak widać, mają chyba one ten sam termin ważności, co bilety na odwołane festiwale - wygasają szybciej, niż zdążymy z nich skorzystać.
Najbardziej w tym wszystkim żal mieszkańców. Nie dość, że zostali zepchnięci na boczny tor, to teraz ci, którzy zaufali marce „Wjazdu na Pałac”, muszą wykazać się nie lada zdolnościami detektywistycznymi i nieskończoną cierpliwością, by odzyskać pieniądze za bilety.
Tekst ukazał się na profilu Facebook KUBek Prawdy i został przedrukowany za zgodą autorów
Komentarze obsługiwane przez CComment