W świecie polityki i publicznych deklaracji pojęcie „zwycięstwa” bywa niezwykle elastyczne - jak nie przymierzając zbyt długo - gumka z majtek.
Kilkanaście tygodni temu Pan Burmistrz Jakubowski, nie czekając na uprawomocnienie, pierwszy obwieścił sukces i ogłosił, że sprawiedliwość w Sądzie Pracy była po jego stronie!
Ów wyrok dotyczył głośnej sprawy bezprawnie zwolnionego po 37 latach pracy pracownika.
Postronny obserwator mógłby pomyśleć, że to wspaniale - sprawiedliwość zwyciężyła - Pan Burmistrz tak powiedział!
Problem jednak w tym, że rzeczywistość - jak to często bywa - okazała się zupełnie inna: to zwolniony dyscyplinarnie przez Burmistrza Pan Jacek Pieńko wygrał przed Sądem Pracy, to jemu przyznano rację, nakazując Jakubowskiemu zmianę krzywdzącego świadectwa pracy.
A potem jak w amerykańskim filmie: “Fiu, fiu weeks later..”
Dowiadujemy się, że od rzekomego „zwycięzcy” płynie apelacja od wyroku, czyli ni mniej, ni więcej odwołanie się od wyroku, w którym Włodarz publicznie doszukiwał się swojej wygranej.
Rodzi się więc logiczne pytanie: skoro to Burmistrz wygrał, to dlaczego zaskarża własny „sukces”?
Czyżby triumf ogłoszony w mediach był „tak dolegliwy w papierach”, że trzeba się od podobno korzystnego dla siebie wyroku uciekać do sądu wyższej instancji?
A może to już doświadczenie polityczne Pana Burmistrza daje znać o sobie? Ogłosimy, że wygraliśmy sprawę, którą przegraliśmy, a potem się odwołamy, żeby nikt się nie zorientował?
Pozostaje tylko czekać na rozstrzygnięcie apelacji.
Biorąc pod uwagę dotychczasową narrację - niezależnie od tego, co orzeknie sąd drugiej instancji, w Ratuszu i tak pewnie strzelą korki od szampana, jak - zbyt długo nie przymierzając - gumka babci Jadzi.
*𝘪𝘮𝘪𝘦̨ 𝘑𝘢𝘥𝘻𝘪𝘢 𝘶𝘻̇𝘺𝘵𝘰 𝘫𝘢𝘬𝘰 𝘯𝘢𝘸𝘪𝘢̨𝘻𝘢𝘯𝘪𝘦 𝘥𝘰 𝘶𝘵𝘸𝘰𝘳𝘶 𝘒𝘢𝘻𝘪𝘬𝘢 𝘚𝘵𝘢𝘴𝘻𝘦𝘸𝘴𝘬𝘪𝘦𝘨𝘰 „𝟣𝟤 𝘨𝘳𝘰𝘴𝘻𝘺”
Tekst ukazał się na profilu Facebook KUBek Prawdy i został przedrukowany za zgodą autorów
Komentarze obsługiwane przez CComment