Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

POZNAJCIE

Od stolarza do oprawcy. Ostatnia droga Adolfa Dykowa

Robert Mazurek

Cudze chwalicie, swoje poznajcie... (cz. 359)

Przy drodze krajowej nr 63, na skraju lasu przed Bojanówką, tam gdzie granice gmin Radzyń Podlaski i Wohyń przecinają się z nurtem Piwonii, kierowcy mijają dziś wyraźnie oznaczone „Miejsce Pamięci w hołdzie żołnierzom Armii Krajowej”. Samochody zwalniają tu rzadko. A przecież to właśnie w tym punkcie, 30 października 1943 roku, rozstrzygnęła się jedna z najgłośniejszych akcji podziemia w regionie – udany zamach na człowieka, którego mieszkańcy ochrzcili mianem „kata Południowego Podlasia”.

Powiat radzyński znalazł się pod niemiecką okupacją już w październiku 1939 roku i pozostawał w jej cieniu aż do lipca 1944 roku. Wśród miejscowych kolonistów niemieckiego pochodzenia nie brakowało takich, którzy podpisali volkslistę i weszli w struktury okupacyjnej administracji. Jednym z nich był Adolf Dykow z Okalewa – z zawodu stolarz, formalnie zatrudniony jako tłumacz w radzyńskim Gestapo. W praktyce jego rola szybko wykroczyła daleko poza przekład dokumentów.

Dykow wskazywał ludzi przeznaczonych do wywózki lub egzekucji, rozbudowywał sieć agentów, tropił podejrzanych. Z czasem stał się symbolem terroru. Szacuje się, że przyczynił się do aresztowania lub śmierci około 1400 osób – Polaków i Żydów. W połowie 1941 roku sądy Polski Podziemnej wydały na niego wyrok śmierci. Przez dwa lata próbowano go wykonać. Bez skutku.

Przełom przyniósł 1943 rok. 29 października komendant Radzyńskiego Obwodu AK, mjr Konstanty Witkowski „Muller”, zarządził koncentrację oddziału wyznaczonego do likwidacji Dykowa. Do akcji wytypowano partyzantów z leśnego oddziału AK z lasów turowsko-kąkolewnickich pod dowództwem por. Zygmunta Teodorowicza „Beja”, wspartego doświadczonymi żołnierzami z placówek: Stara Wieś, Branica Radzyńska i Suchowolska, Zbulitów, Milanów oraz Jabłoń.

Wydzielona grupa liczyła 35 szeregowców oraz czterech oficerów i podoficerów. Wśród nich byli m.in.: Władysław Bieniek „Sosna”, Sylwin Bożym, Albin Jarosz „Szeląg”, Edward Kaliszuk „Dąbek”, Bolesław Karczmarz „Kaktus”, Bolesław Karpiński, Zygmunt Korszeń „Tulipan”, Stefan Końko „Sosna”, Czesław Kowalik „Młodzieniec”, Franciszek Kowalczyk, Jan Kowalczyk „Urwis”, Marian Kułak „Trębacz”, Jan Mocarz „Silny”, Zbigniew Olszewski „Wiewiórka”, Bronisław Pawlina „Gruz”, Piotr Rycerski, Edward Sawka, Henryk Teleszko „Sęk”, Józef Toczyński „Szydło”, Sewer Zieńczuk „Podbipięta”, Stefan Rygiel, por. Zygmunt Teodorowicz „Bej” oraz mjr Konstanty Witkowski „Muller”.

Oddział był dobrze uzbrojony: dwa ręczne karabiny maszynowe, pistolet maszynowy, 33 karabiny, 70 pistoletów i 50 granatów. Dowodzenie objął osobiście „Muller”. Plan zakładał zwabienie Dykowa w okolice Wohynia i przeprowadzenie zamachu na szosie Radzyń Podlaski–Wisznice.

Aby go sprowokować, w nocy z 29 na 30 października grupa dywersyjna pod dowództwem Bolesława Drabika „Bolka” wysadziła na linii Milanów–Bezwola transport kolejowy z samochodami i czołgami. Siedem wagonów zostało zniszczonych, zginęło dziewięciu Niemców. Prowokacja zadziałała.

Rankiem 30 października Dykow pojawił się w Milanowie. W kościele polecił ks. J. Chmielewskiemu ogłosić wiernym groźbę: jeśli podziemie podejmie jakąkolwiek akcję, miejscowość zostanie starta z powierzchni ziemi. Podobne ostrzeżenia padły w Wohyniu. Następnie, w asyście ochrony, Dykow udał się do magazynu zbożowego przy stacji Bezwola. Tam nieopatrznie zdradził, że będzie wracał samochodem osobowym szosą do Radzynia.

Na tę informację czekał „Muller”. Zdecydował, że uderzenie nastąpi na skraju lasu przed Bojanówką. Partyzanci zajęli stanowiska. W napięciu przepuścili samochód z częścią obstawy. Zlikwidowali motocyklistę. Wreszcie nadjechał właściwy cel.

Gdy auto wjechało na mostek, Bronisław Pawlina „Gruz” cisnął w jego stronę wiązkę granatów. Był to dla niego moment osobistej zemsty – Dykow odpowiadał za śmierć jego rodziny. Eksplozja, serie z broni maszynowej i ogień z karabinów doszczętnie rozbiły pojazd. Dwóch Niemców z ochrony zginęło na miejscu, kierowca został ciężko ranny. Z samochodu wybiegł własowiec – żołnierz formacji gen. Własowa, współpracującej z Niemcami i osławionej brutalnością. Zanim dobiegł do lasu, padł trafiony.

Ciężko ranny Dykow próbował ratować się ucieczką. Pierwszy dotarł do niego Zygmunt Korszeń „Tulipan”, po chwili dołączył „Muller”. Według relacji świadków Dykow błagał o życie, twierdząc, że nie szkodził Polakom, a prześladował jedynie Żydów, obiecując też wyjednać uwolnienie więźniów. Odpowiedź była krótka: „Tych zabitych i tych z obozów już nie wypuścisz”. Strzał z pistoletu zakończył egzekucję.

Po akcji partyzanci podpalili samochód. Ciała zabitych ułożono przy drodze, oblano benzyną i spalono, pozostawiając twarz Dykowa nienaruszoną do identyfikacji.

Dwa tygodnie później przyszła fala odwetu. Niemieckie represje dotknęły mieszkańców okolicznych wsi, przede wszystkim Zbulitowa Małego i Bezwoli. Cena za wykonany wyrok była wysoka.

Przez lata o wydarzeniu przypominała skromna, czerwona metalowa tablica stojąca na skraju lasu. Z zatartą częściowo datą i symbolem Polski Walczącej głosiła: „W TYM MIEJSCU / W DNIU 30.[1]0.194[3] r. / ODDZIAŁ [AK] / OBWODU RADZYŃ PODL. / WYKONAŁ WYROK / NA HITLEROWSKIM / KACIE PODLASIA / I TRZECH GESTAPOWCACH”.

W 80. rocznicę zamachu, 11 grudnia 2023 roku, z inicjatywy historyka Piotra Szkurłatowicza i przy wsparciu Powiatu Radzyńskiego, dawną tabliczkę zastąpiła nowa, rozbudowana tablica z opisem akcji, nazwiskami uczestników i informacją o późniejszych represjach. Przy samej krajowej drodze ustawiono dodatkowe oznaczenie miejsca pamięci, tak by każdy przejeżdżający mógł dostrzec, że to nie jest zwykłe miejsce.

Bo pod spokojnym dziś krajobrazem wciąż pulsuje historia. A las przed Bojanówką pamięta tamten dzień, gdy wśród wystrzałów i dymu zapadł wyrok wydany przez Polskie Państwo Podziemne.

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: