Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

POZNAJCIE

Grodzisko, które miało być ostatnią przystanią

Robert Mazurek

Cudze chwalicie, swoje poznajcie... (cz. 366)

Na południowo-wschodnim skraju Turowa (gm. Kąkolewnica), tam gdzie liściasty las zaczyna ustępować wilgotnym łąkom doliny Krzny, krajobraz nagle się zmienia. Wśród podmokłego terenu, od północnego zachodu po północny wschód otulonego miękkimi, nasiąkniętymi wodą łąkami, kryje się miejsce, które miejscowi od pokoleń nazywają po prostu „Grodziskiem”. To przestrzeń, w której natura i historia splatają się niemal nierozdzielnie.

Z pozoru niewielkie i dziś niemal wchłonięte przez las, grodzisko wciąż zachowuje swój charakterystyczny, pierścieniowaty zarys. Wał obronny – choć miejscami zatarty – nadal czytelnie odcina się w terenie, przypominając o dawnym zamyśle budowniczych. To jeden z nielicznych tego typu obiektów, które przetrwały w regionie, stanowiąc cenny ślad po wczesnośredniowiecznej sztuce obronnej na Lubelszczyźnie.

Całość założenia ma kształt zbliżony do owalu. W najszerszym miejscu, na osi wschód–zachód, osiąga około 50 metrów, a w kierunku północ–południe – 37 metrów. Wewnętrzny majdan, o wymiarach mniej więcej 43 na 30 metrów, otaczał niegdyś zwarty pierścień wału. Dziś jego północna część została częściowo zatarta, a zachowane fragmenty osiągają zaledwie do 40 centymetrów wysokości przy szerokości około 7 metrów. U jego stóp biegnie fosa – dziś płytka, o szerokości około 2 metrów i głębokości do pół metra – która kiedyś stanowiła pierwszą linię obrony. Wszystko to zarasta gęsta roślinność, jakby przyroda chciała przykryć to miejsce miękkim, zielonym płaszczem zapomnienia.

Historia odkrycia grodziska ma w sobie coś z opowieści o przypadkowym odnalezieniu. Jeszcze przed 1900 rokiem natrafił na nie ksiądz Adolf Pleszczyński, a kilka lat później, w 1911 roku, opisał je w literaturze. Po dziesięcioleciach ciszy miejsce to ponownie zwróciło uwagę badaczy – w 1986 roku odkrył je na nowo ksiądz Z. Szczepańczuk, informując o znalezisku konserwatora zabytków w Białej Podlaskiej.

Nie wszystkie ślady przeszłości przetrwały jednak próbę czasu. W czasie I wojny światowej wschodnia część grodziska została niemal doszczętnie zniszczona. W obawie przed frontem wykopano tu dziesięć głębokich, metrowych dołów schronieniowych – do dziś widocznych i nigdy niezasypanych. Późniejsze dekady również nie oszczędziły tego miejsca. W drugiej połowie XX wieku mieszkańcy okolicy wybierali z wałów piasek, pozostawiając po sobie kolejne ubytki.

Dopiero badania archeologiczne pozwoliły zajrzeć głębiej w przeszłość tego miejsca. W 1987 roku prace sondażowe prowadziła Barbara Hensel-Moszczyńska, zakładając wykopy zarówno na wale, jak i w jego bezpośrednim sąsiedztwie oraz w obrębie majdanu. Kilka lat później, w 1992 roku, teren objęto badaniami powierzchniowymi w ramach Archeologicznego Zdjęcia Polski.

Odkrycia przyniosły zaskakująco szczegółowy obraz dawnej konstrukcji. Wał miał charakter jednofazowy i został usypany z piasku wydobytego z fosy. U jego podstawy nasyp osiągał pierwotnie około 2,4 metra średnicy. Co ciekawe, nie posiadał dodatkowych umocnień ani od strony przedwala, ani od zewnątrz. Od strony majdanu przylegały do niego drewniane belki, tworzące konstrukcję przypominającą układ izbicowy. Ślady zabudowy odkryto jedynie przy wale, co sugeruje, że przestrzeń wewnętrzna pozostawała w dużej mierze otwarta.

Znaleziska mówią wiele o codziennym życiu dawnych mieszkańców. Archeolodzy wydobyli 123 fragmenty naczyń glinianych, 134 fragmenty prażnic, kawałki polepy oraz grot bełtu kuszy. To właśnie ceramika pozwoliła datować funkcjonowanie grodu na okres od XI do XIII wieku – czas, gdy na pograniczach powstawały niewielkie, często tymczasowe umocnienia.

Jeszcze starszą historię skrywa warstwa pod grodziskiem. Zanim powstały wały, teren ten zajmowała rozległa osada kultury zarubinieckiej z okresu przedrzymskiego i rzymskiego. Świadczą o tym odkryte jamy gospodarcze – jedna z nich miała wybrukowane dno – wypełnione setkami fragmentów ceramiki oraz elementami wyposażenia, jak ciężarek tkacki. Budowa grodu częściowo zatarła te ślady, ale nie zdołała ich całkowicie wymazać.

W opowieściach przekazywanych jeszcze pod koniec XX wieku pojawia się kolejny, dziś już nieuchwytny element krajobrazu. Leśniczy wspominał o trzech kurhanach znajdujących się niegdyś w pobliżu grodziska. Jeszcze w latach 60. XX wieku były widoczne, lecz późniejsze prace leśne najpewniej zatarły je bezpowrotnie.

Choć grodzisko w Turowie nie imponuje rozmiarem ani monumentalnością, wszystko wskazuje na to, że jego rola była szczególna. Nie był to potężny gród o znaczeniu strategicznym, lecz raczej miejsce schronienia – cicha przystań dla okolicznej ludności w chwilach zagrożenia. Dziś, stojąc pośród drzew i wilgotnych łąk, łatwo wyobrazić sobie ludzi, którzy szukali tu bezpieczeństwa. I choć od tamtych czasów minęły wieki, atmosfera tego miejsca wciąż niesie w sobie echo tamtego niepokoju – i potrzebę ukrycia się przed światem.

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: