Ta strona używa plików cookies.
Polityka cookies    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
Kocham Radzyń Podlaski

  Kochamy nasze miasto i jesteśmy z niego dumni!

POZNAJCIE

Elżbieta Dzikowska więźniem radzyńskiej placówki UB

Robert Mazurek

Elżbieta Dzikowska urodziła się 19 marca 1937 r. w Międzyrzecu Podlaskim, który ówcześnie przynależał do powiatu radzyńskiego. W autobiografii pt. „Tam, gdzie byłam”, wydanej w 2013 r. przez Wydawnictwo „Bernardinum”, podróżniczka napisała o swoim pobycie w radzyńskim areszcie UB. Trafiła do niego jako działaczka młodzieżowej antykomunistycznej organizacji o nazwie Związek Ewolucjonistów Wolności (ZEW).

„W 1951 r., kiedy byłam w trzeciej klasie liceum, kolega ze starszej klasy Witold Żyluk zwerbował mnie do podziemnej organizacji młodzieżowej.” – napisała w autobiografii Elżbieta Dzikowska. Miała wtedy 14 lat. „W sumie było nas kilkanaścioro. Wiele zebrań odbyło się w moim domu, pod nieobecność mamy. Ponieważ w Międzyrzecu stacjonowała jednostka rosyjska, powody powstania tej organizacji były raczej patriotyczne niż ideowe: co tak młodzi ludzie mogli wiedzieć o komunizmie? Chyba to, że groził rusyfikacją, a temu należało dać odpór. Było w tym więcej emocji niż świadomości.” – wyjaśnia podróżniczka, po czym pisze czym zajmował się ZEW. „Rozrzucaliśmy ulotki, pisaliśmy na ścianach patriotyczne hasła i odezwy, rozbijaliśmy jajka na portretach Stalina i innych komunistycznych przywódców.” Ale nie tylko. Największą akcją przeprowadzoną przez organizację było rozkręcenie szyn pod pociągiem Mitropa, który jechał z Moskwy do Warszawy. „Na szczęście do wypadku nie doszło, jechało tym pociągiem mnóstwo niewinnych cywilów” – wspomina Elżbieta Dzikowską, która osobiście nie brała udziału w akcji. Sprawa była jednak bardzo poważna i stanowiła moment przełomowy w działalności ZEW-u. „Rozkręcone przez kolegów [tory] zostały zauważone, a może obserwowano nas wcześniej i świadomie czekano na moment, kiedy można było złapać konspiratorów na gorącym uczynku?” Po tej nieudanej akcji organizacja została rozpracowana i doszło do aresztowań jej członków. „13 lipca 1952 r., kiedy byłam na wakacjach u cioci w Żerocinie, zjawiło się tam dwóch panów w cywilnych ubraniach i zażądali, abym z nimi jechała.” Elżbietę Dzikowską przewieziono na posterunek w Międzyrzecu Podlaskim, gdzie byli już inni jej koledzy. Rozpoczęły się przesłuchania organizowane w różnych miejscach. „Czas zaciera wspomnienia, chyba przewieziono nas najpierw do więzienia w Radzyniu, potem do Białej Podlaskiej, następnie do Lublina. Wszystko działo się jak w złym śnie, najbardziej martwiłam się o matkę i babcię. W Lublinie trafiłam najpierw do więzienia na ulicy Chopina, umieszczono mnie w izolatce, gdzie dwie trzecie zajmowała drewniana prycza i cały czas paliła się żarówka. (...) Po kilku dniach przeniesiono mnie na Zamek, tam gdzie niegdyś osadzony był ojciec.”

Elżbieta Dzikowska w więzieniu spędziła kilka miesięcy. „Nie byłam torturowana, ale często przesłuchiwano mnie w nocy, po wiele godzin, z silną lampą bijącą prosto w oczy.” Na wolność wyszła po tym jak została ogłoszona amnestia. Duży wpływ miał na to też fakt, że była niepełnoletnia. Po latach swój pobyt w więzieniu podróżniczka wspomina bardzo źle, ale potrafiła wynieść z niego naukę na przyszłość. „Oczywiście był to czas przykry, stracony. Ale wydaje mi się, że nie do końca zmarnowany. Może dzięki tym przeżyciom potrafię odróżnić lepiej niż inni dobre od złego i to docenić? Chyba też potrafię być twardsza, bardziej odporna na przeciwności losu, których przecież nie brakuje. Paradoksalnie – więzienne doświadczenie, choć tragiczne, w pewien sposób wzbogaciło mnie, zahartowało. Przeżyłam więcej, wiem więcej... Nie mam jednak do dzisiaj innych snów jak tylko koszmarne.”

15 marca 2016 r., w ramach 16. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, miałem przyjemność organizować przyjazd Elżbiety Dzikowskiej do Radzynia. Przeprowadziłem wtedy z nią wywiad, w którym zapytałem o pobyt w areszcie UB przy ul. Warszawskiej 5a. Jej odpowiedź była następująca: „W 1952 r. zostałam aresztowana. Siedziałam właśnie wtedy dwa dni w radzyńskim areszcie, dwa czy trzy dni w Białej Podlaskiej, chyba dzień w Międzyrzecu Podlaskim, a potem pół roku na zamku w Lublinie. Nie myślę jednak często o tym, jestem optymistką i najważniejsze jest dla mnie to, co będzie, a nie to, co było. Przyszłość. Uważam też, że jak się nie zazna złego, to się nie doceni dobrego, chociaż lepiej tego złego jednak nie zaznawać.”

Komentarze obsługiwane przez CComment

Kategoria: